podgląd wydruku drukuj

Niewybieralni

W chudych latach autopromocyjne głosowania redakcji są problemem konkursu na Dziennikarza Roku

Zastanawiacie się zapewne, co się stało, że jeszcze trzy lata temu zwycięzca konkursu na Dziennikarza Roku miał ponad 100 punktów, a w tym roku kilkadziesiąt. Janina Paradowska po tegorocznej gali Grand Press napisała do mnie: „Mało co, a Dziennikarza Roku trzeba byłoby importować z Londynu”.
Wcześniej, przez ostatni rok, docierały do nas głosy, że regulamin nagrody trzeba zmienić. Nawet pomysłodawca konkursu Józef Herold przestał chyba wierzyć w system demokratycznych wyborów redakcyjnych, bo w marcowym „Press” pisał: „Choć plebiscyt »Press« na Dziennikarza Roku ma lat 12, a nie 50, wymaga liftingu. Jeżeli nie zrobimy tego teraz, za kilka lat grozi nam radykalna operacja plastyczna. Co proponuję? Niech Dziennikarza Roku wybiera sama redakcja »Press«”. Z kolei Paweł Nowacki, redaktor naczelny serwisu internetowego Wiadomości24.pl, proponował: „Zachęcam do wprowadzenia całkowitego zakazu głosowania na swoich. Satysfakcja ze zwycięstwa byłaby wówczas dużo większa, a wybór środowiska uczciwszy”.
Słysząc podobne uwagi, zawsze przypominałem, że przecież główną zmorę tego konkursu – głosowania autopromocyjne – już w znacznej mierze ograniczyliśmy (choć, oczywiście, można je jeszcze ukrócić). Że praktycznie jury Grand Press nie ma wpływu na wybór Dziennikarza Roku, jak niegdyś, a demokratyczne, choć nie powszechne głosowanie, jest tej nagrody fundamentem. Dziennikarz Roku ma się zawsze kojarzyć z wyborem dokonanym przez samych dziennikarzy. Nawet jeśli karą za to będzie słuchanie frustratów, którzy stwierdzą, że dostał ją „niedziennikarz roku”.
I tego zdania nie zmienię. Tak jak siłą demokratycznych społeczeństw jest umiejętność wyboru prezydenta w powszechnych wyborach, tak środowisko polskich mediów stać na to, by raz w roku rozejrzało się wokół siebie, odrzuciło prywatne animozje i koncernowe interesy, i dorośle – bez prowadzenia za rękę w postaci listy kandydatów – wskazało osobę, która najlepiej je reprezentuje. Nie pod kątem politycznych sympatii, tylko dziennikarskiego warsztatu. Któż, jeśli nie my sami, wie najlepiej, kto jest w tym zawodzie dobry, a kto nie?
Nie byłoby dla mnie nic przyjemniejszego, niż ustanowić Dziennikarza Roku nagrodą mojego miesięcznika, lecz ponieważ zdaję sobie sprawę, że „Press” wśród dziennikarzy także ma krytyków (pewnie zasłużenie), nie chcę odbierać radości i honoru następnym laureatom tej nagrody. Nie chciałbym, by zmieniła się w kolejne Wiktory czy Telekamery.
Zapytacie: a po co w ogóle wybierać Dziennikarza Roku? Odpowiadam: bo dla naszego zawodu ważniejsze jest, byśmy sami umieli wskazywać, kto jest profesjonalistą, niż by miały to robić jakieś komitety.
Kiedy dziennikarstwo nie jest w impasie, gdy mamy rok prawdziwego wpływu mediów na opinię publiczną, gdy dziennikarze zmieniają Polskę – problemu z wyborem najlepszego dziennikarza zwykle nie ma. Tak było, gdy wygrywali Tomasz Sekielski i Andrzej Morozowski, Marcin Kącki czy Anna Marszałek – za tzw. złote strzały, które dziennikarzowi zdarzają się rzadko. Tak było, gdy dziennikarze docenili stworzone przez Tomasza Lisa „Fakty” czy program Jacka Żakowskiego (i Piotra Najsztuba) albo nową jakość wniesioną do serwisów telewizyjnych przez Justynę Pochanke i Kamila Durczoka. Nie wymieniam tu wszystkich Dziennikarzy Roku jedynie z braku miejsca – bo każdy w danym roku na swoją nagrodę zasłużył z pewnością.
Takich zasłużonych jest więcej. Są wielcy dziennikarze i redaktorzy, którzy jakoś w tym konkursie są „niewybieralni”, jak ks. Adam Boniecki, Hanna Krall czy Leopold Unger. Czy choćby mój cichy bohater – Wojciech Jagielski. Uzasadniam: jako jedyny dziennikarz prasowy wraz z Moniką Olejnik i Tomaszem Lisem jest wskazywany przez nominujące redakcje co roku, przez wszystkie 13 edycji nagrody.
I tu dochodzimy do sedna. To jest konkurs na Dziennikarza ROKU. W 2006 roku redakcje, głosując na tandem Sekielski – Morozowski, wskazywały tych, którzy ujawnili sprawę zmieniającą bieg polskiej polityki. Naraziło to ich na krytykę, jednak – i to było najważniejsze – środowisko dziennikarskie pokazało, że jest po ich stronie. W takim roku jak tamten, roku wielkiego dziennikarskiego wyczynu, nasza nagroda jest oczywistym potwierdzeniem zawodowego sukcesu.
Natomiast w latach, gdy spektakularnych zdarzeń nie ma, tylko od głosujących redakcji zależy, czy nagroda Dziennikarza Roku będzie nadal drogowskazem dla uprawiających ten zawód. W takim roku jak miniony, kiedy głosy nominujących redakcji rozkładają się na różnych kandydatów, oczywiste jest, że zwycięzca zdobędzie mniej punktów. Chodzi jednak o to, by owi kandydaci byli właśnie wtedy szczególnie dobrze przemyślani. By byli to najlepsi profesjonaliści, a nie nominowani z braku lepszego pomysłu właśni pracownicy firmy, w ramach jej promocji. Bo takie głosowania obrażają nie tylko tych, którzy tak głosują.
Autopromocyjna nominacja traci sens, bo głosy, zamiast na najlepszych, idą na swoich. Tak właśnie postąpił wspomniany przeze mnie na początku tekstu redaktor, który najpierw był przeciwko, ale w efekcie zagłosował zgodnie z tym, co krytykował – zresztą sami spójrzcie na głosowanie jego redakcji.
To tak, jakby nie zgadzając się na wybór prezydenta pomiędzy Tuskiem a Kaczyńskim, zagłosować na swojego burmistrza. Wybór głupi, a głos stracony.
Nie róbmy więcej takich błędów.
Najcenniejsze w głosowaniu na Dziennikarza Roku jest to, że nasze karty do głosowania są jawne i publikowane wraz z uzasadnieniami. A że ostateczny wybór zawsze będzie wzbudzał emocje? To dobrze. Widocznie jest się o co bić.

Zabierzcie głos

Jakiekolwiek zmiany w regulaminie konkursu na Dziennikarza Roku wprowadzaliśmy dotąd, kierując się własną intuicją. W tym roku wesprzemy ją sondażem przeprowadzonym wśród głosujących dotychczas redakcji. Zapytamy o dwie kwestie wymagające rozważenia:

  1. czy zamknąć możliwość głosowania na własnego dziennikarza?
  2. czy ustalić minimalną liczbę punktów (w stosunku do liczby głosujących), przy której tytuł Dziennikarza Roku nie byłby przyznawany, a nagroda przechodziłaby na cele charytatywne?


Jesteśmy ciekawi Waszych opinii. Tych, którzy już teraz chcą się wypowiedzieć, prosimy o e-maile na adres: grandpress@press.pl

© 2007 Grand Press. All Rights Reserved. Projekt i wykonanie: performer.pl